środa, 16 marca 2016

Rozdział 8

Rozdział 8

Perspektywa Madeline


- Na wczoraj Noelle- odpowiedziałam jej, a ta tylko machnęła ręką i weszła do mieszkania. Po paru chwilach też ruszyłam w stronę drzwi żegnając się z synem Morgany. Weszłam do siebie do pokoju i ubrałam się w białe spodnie z dziurami czerwony koronkowy stanik i luźny czarny top. Na to czerwona skóra, srebrny naszyjnik z krzyżem i na nadgarstek skórzana bransoletka. Wykańczały to czerwone buty na obcasie które zakupiłam jakoś ostatnimi czasy. Włosy rozczesałam i zrobiłam sobie mocny czarny makijaż. Wyszłam na korytarz i zapukałam do pokoju sis.

- Proszę - usłyszałam więc otworzyłam drzwi i zrobiłam parę kroków. Była ubrana w rozkloszowaną spódniczkę w kwiaty i czarny top do tego miała czarne koturny z ćwiekami i czapkę z daszkiem. Ciekawie to wyglądało. A z włosów miała zrobiony warkocz i w niego była wplątana chusta. Było jej ładnie, więc się nawet nie odezwałam żeby zrobiła mocny makijaż bo to by popsuło całą jej stylizacje. Chyba czekała na słowa krytyki bo popatrzyła na mnie i lekko się zastanowiła.

- Ładnie Ci – powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam. Podziękowała i spojrzała w lustro złapała torebkę i poszłyśmy na dół. Tata siedział przed telewizorem i z kimś rozmawiał przez telefon więc Noelle tylko się mu pokazała i wyszłyśmy. Przed domem stwierdziłyśmy, że mamy tylko parę minut żeby być na czas, więc szybko wsiadłyśmy do auta i pojechałyśmy prosto do Mikaela. Po drodze trochę opowiedziałam Noe jaki jest Michael, ponieważ zdziwiła się że ją też zaprosił.

- On jest bardzo dojrzały jak na przebywanie w towarzystwie reszty mojej bandy, ale czasami ma głupie pomysły. Na pewno się z Nim dogadasz bo jest cudowny – zaśmiałam się, ponieważ Noelle się skrzywiła. Wiedziałam że nie lubi rozmawiać z nieznajomymi chłopakami, a jeszcze do tego Mikael jest prawnym opiekunem Stevena, więc tak na prawdę, może też być troszku pogięty. Dojechaliśmy do jego mieszkania, a Noelle zrobiła wielkie oczy.

- To ich dom? – powiedziała nie ukrywanym z dziwieniem, a ja się zaśmiałam.

- Tak mają trochę więcej kasy, ale luzik nie zachowują się jak nasza różowa barbie – oznajmiłam i pociągnęłam ją do środka. W salonie przedstawiłam ją Mikaelowi i reszcie mojej grupki. Alexis od razu pociągnęła swojego chłopaka na parkiet gdy tylko zaczęły lecieć pierwsze słowa piosenki. Nie nasłuchiwałam się zbytnio, bo Peter pociągnął złapał mnie za rękę i wyprowadził z domu na taras z tyłu.

- Mam nadzieję, że Noelle polubi Mickela. Około 23 są organizowane wyścigi w starej fabryce, jeśli będziesz chciała zawiozę Cię i obejrzysz je. Są bardzo ciekawe. Zjeżdżają się tutaj ludzie z pobliskich wsi i miast i zakładają się kto przyjedzie pierwszy a kto nie przeżyje. Okrągłe sumki można wygrać – powiedział a ja go słuchałam i pokiwałam głową, że z chęcią się przejadę. Oczywiście Noelle miała o tym nie wiedzieć bo to nielegalne, a my miałyśmy siedzieć na imprezie i nie pakować się w kłopoty. Po paru minutach wróciliśmy na sale gdzie było już pełno ludzi. Noelle widziałam jak idzie do toalety, a później mi gdzieś znikła bo zaczęłam się bawić z Alex. Gdy tylko udawało mi się dojść do baru i Noelle mnie nie pilnowała to popijałam piwo, ale nie chciałam się wstawić, bo nadszarpnęłabym zaufanie ojca do Noelle. Jedno czy dwa, no góra trzy piwka wypiłam do godziny 23. Akurat siedziałam na kanapie, gdy podszedł do mnie znajomy z klasy-Kris i szepnął na ucho że już pora. Wstałam i poszłam do toalety. Poprawiłam włosy i makijaż i wychodząc z łazienki poszłam w stronę drzwi od garażu gdzie miał za mną czekać Peter z chłopakami którzy się ścigają. Weszłam i zobaczyłam cztery ścigacze i ferrari w którym siedział jakiś chłopak i Peter. Wsiadłam do nich i ruszyliśmy. Po paru minutach byliśmy na miejscu. Było tu cudownie. Tłum ludzi, i pożeraczy ognia. Świetnie to wyglądało gdy podczas występu robili dziwne pozy. Zatrzymaliśmy się na parkingu i wysiedliśmy. Zaczęłam zwiedzać pobliskie miejsca i przestudiowałam mapę wyścigu. Zauważyłam że są dwa dość groźne zakręty i jeden skrót, a na samym końcu jest most który w tajemnicy Peter mi powiedział, że zostanie podniesiony i będzie trzeba skakać. Bardzo mnie to zafascynowało i czułam się tu świetnie do momentu aż spotkałam wszędzie będącą Barbie.

- O nasz tchórz przybył – zadrwiła za mnie, a ja po prostu chciałam przejść obok niej, ale ta złapała mnie za rękę. Wyrwałam się i spojrzałam na nią.

- Trzymaj łapy przy sobie suko – powiedziałam zza zębów, a ta chciała mnie uderzyć, ale jakiś chłopak złapał jej dłoń. Pomyślałam, no niech tylko spróbuje. A będą musieli ją skrobać.

- W tym miejscu takie sprawy załatwiają motory, a nie przemoc. Wyzwij ją na wyścig a nie się rządzisz – powiedział chłopak około dwudziestki, a ta zmierzyła go wzrokiem. Po czym wyrwała się mu i spojrzała na mnie. Takim wzrokiem, że gdyby umiała nim zabijać już bym nie żyła. Odpowiedziałam jej tym samym, bo jeśli myślała, że się skule to była w grubym błędzie.

- Masz racje, a ciebie dziwko chce widzieć na trasie. Dam dwadzieścia tysięcy że nie przeżyjesz – oznajmiła i wskazała na mnie. No świetnie, przecież ja nigdy nie jeździłam, a poza tym nie miałam z kim. Amy podeszła do jakiegoś kolesia który dał jej bandanę którą musiała sobie przewiązać na ramieniu.

- Dzięki, ale nie mam z kim jechać – powiedziałam do chłopaka, a ten podał mi bandanę koloru zielonego taką jaką on miał na szyj.

- Już masz, a poza tym jestem Mathew – oznajmił mi i uścisnął moją dłoń. Byłam w lekkim szoku ale szybko zawiązałam chustę i się uśmiechnęłam. W momencie gdy podchodziliśmy do linii startu podbiegł do mnie Peter.

- Zwariowałaś możesz zginąć?! Noelle powie! – krzyknął na mnie, a ja zerknęłam na nowo poznanego faceta.

- Nie przesadzaj... Zresztą ufam jemu i czuje, że nic mi nie będzie – dotknęłam Petera ramienia i wsiadłam na motor tyłem do kierunku jazdy podobnie jak inne dziewczyny. Gdy czułam plecy Mathawa przy swoich zapięłam je jeszcze paskiem, bo również to robiły inne dziewczyny. Pewnie dlatego byśmy nie spadły z motoru czy coś w tym stylu. Gdy tylko motory znalazły się na liny startu, a dziewczyny by przygotowane zaczęło się zbierać coraz więcej ludzi przed nami (za motorami). W tej grupie ludzi widziałam Petera, którzy patrzyli na mnie zatroskanym wzrokiem. Nie podobał mi się ten wyraz twarz. Zobaczyłam jakąś brunetkę która w dłoniach miała trzy chusty (czerwoną, żółtą i zieloną.)

- Na miejsca - słychać było melodyjny głos próbujący przekrzyczeć warkot silników oraz ludzi kibicujących - Gotowi - złapałam się mocniej motoru - Start! - i ruszyliśmy, poczułam szarpnięcie i wiatr we włosach, które zaczęły wpadać mi w oczy. Obserwowałam innych zawodników, których chyba było sześciu lub siedmiu. Z biegiem czasu widziałam jak po kolej mijaliśmy innych zawodników. Co raz bardziej zwiększał się między nimi a trójką zawodników ostęp. Wśród nich była Amy z tym jej kolegą z którym widywałam ją w szkole. Chyba miał na imię Joshua i jeszcze jeden motor. Co jakiś czas mijaliśmy ludzi którzy biegali chyba skrótami by móc widzieć urywkami przebieg wyścigu. Jednak najczęściej migał mi jeden chłopak. Który wydawał się znajomy... ale nie wiedziałam, skąd. Jechaliśmy tak dość długo wyprzedzając się nawzajem. Gdy minęliśmy już skrót i drugi ostry zakręt został już tylko most, przed nim długa prosta, na której motory nabierały prędkości. Przyśpieszaliśmy a dwójka została trochę w tyle. Spostrzegłam Amy, a ta akurat trzymała głowę na bok. Wyglądała jakby była na czymś skupiona zauważyłam jak wpatruje się w nas i coś szeptała. W tym samym momencie znowu widziałam tego chłopaka tym razem stał na dachu. Gdy przeskakiwaliśmy przez most zauważyłam jakby trzeci motor odskakuje tylnim kołem do góry. Po czym kierowca stracił panowanie. Jedynie co udał mi się dostrzec jeszcze jak dziewczyna odczepiła się od kierowcy i przeturlała się po ziemi o mało włos nie została potracona przez Amy i Joshua. Jednak chłopak zatrzymał. Gdy wylądowaliśmy po drugiej stronie mostu. Mathew się zatrzymał. W tle słychać było policje... Wiedziałam jeszcze jak coraz więcej ludzi ucieka stamtąd była ciekawa. Co stało się z tymi którzy kierowali tan motor. Wszyscy się zmyli. Mathew spojrzał na most, po czym odjechał i wyjechał z terenu tej fabryki. Kawałek dalej chłopak się zatrzymał.

- Musimy tam wracać - powiedziałam do niego po tym jak się odpięłam i zeszłam z motoru. Patrzyłam na niego oczekując jakieś relacji. Jednak chłopak nic nie mówił. Zamiast tego odezwał się mój telefon. Na wyświetlaczu był napis „Noelle”.

- Jeśli chcesz odbierz– powiedział do mnie. Jednak wyciszyłam telefon i schowałam do kieszeń.

- Nie, nie trzeba... Czemu tak po prostu odjechałeś nie sprawdzając czy oni żyją?– mówiłam i patrzyłam cały czas na niego. W tym samym czasie dojechał Joshua i Amy. Zauważyłam jak chłopcy wymieniają porozumiewawcze spojrzenia. Po czym Joshua...

- Katy nic nie jest zabrała ją karetka, ale... Camilo nie żyję.

- Mattew... - zaczęła mówić Amy jednak, chłopak jej przerwał.

- Pogadamy później. Teraz odwiozę Madeline – powiedział do niej. W jego głosie było coś... złowieszczego, jakby groźba. Kierowana w stronę Amy. Nie powiem, że mi to przeszkadzało. Jednak byłam szoku, że ktoś nie żyję. A oni to tak na spokojnie przyjmują. Joshua skinął głową po czym odjechał - Gdzie cię podwiesić? - odpowiedziałam, że do Michaela. Po czym chłopak ruszył... Przez całą drogę, żadne z nas się nie odezwał. Ja wymyśliłam bajeczkę którą przedstawię Noelle że nie odbierałam telefonu. Postanowiłam, że powiem jej że pojechałam po pizzę i piwa z Peterem ale w trasie powrotnej zorientowałam się że zapomniałam ze sklepu telefonu i wróciłam się pieszo, a Mathew podwiózł mnie bez słowa zeszłam i poszłam w stronę domu.

Perspektywa Noelle


Gdy Mad oznajmiła, że na wczoraj wolałam nic nie mówić bo i tak bym niczego się nie dowiedziała. Będzie mi brakować mi jej poczucia humoru. Gdy ta będzie na obozie. Nikt ani nic nie jest w stanie zastąpić jej. Madeline jest jedyna swoim rodzaju. Niepowtarzalna, a jakże urocza. Na swój dziwny sposób. Więc na jej odpowiedź jedynie machnęłam ręką i weszłam do mieszkania. Kierując się od razu do swojego pokoju. Stanęłam przy szafie z typowym.

- Nie ma co się ubrać - oznajmiłam patrząc na nie małą ilość ciuchów. Z różnych rejonów świata. Jeden plus ciągłych przeprowadzek, że masz cichu z każdego zakątka w którym mieszkało się, a że by mieszkaliśmy prawie w każdym kraju. Więc półki się uginają od ciężaru ubrań, a ja nie ma w co się ubrać.

- Później coś wybiorę - powiedziałam do siebie po czym poszłam pod prysznic by zmyć z siebie brud. W końcu nie pójdę na imprezę brudna. Po szybki prysznic miałam w głowie pewien obraz stylizacji. Jaką też mogłam się dzisiaj ubrać. Zostało tylko się przebrać i uszykować za nim Maddie będzie walić do drzwi bym się pospieszyła. Zdecydowałam się coś w stylu słowiańskim. Podobnie jak ta Polska piosenkarka Cleo miała w tym swoim teledysku. Który ma swoją przeróbkę nawet w naszym kraju.  Najpierw założyłam na siebie. Rozkloszowaną spódniczkę w kwiaty i czarny top do tego czarne koturny z ćwiekami i czapkę z daszkiem. A we włosy zaplotłam warkocz w tym jedną z trzech część była chusta. Z podobnym wzorem jak na spódnicy. Całość dopełnił lekki makijaż. Nie rzucający się w oczy. Całość przeglądałam w lustrze zastanawiając się czy o czymś nie zapomniałam. Gdy usłyszałam pukanie do drzwi.  Powiedziałam ,,Proszę" nie odrywając wzroku od lustra. Dłonią wygładzałam spódniczkę. ,,Czy aby na pewno nie była za krótka." ,,A może powinnam się przebrać i wybrać coś innego?." I wiele jeszcze innych pytań...

- Dzięki - odpowiedziałam Mad gdy ta powiedziała, że ,,Ładnie ci". Chociaż nie byłam do końca do tego przekonana. Zwłaszcza jak spojrzałam na jej strój. I znowu pojawiły się wątpliwość. Spojrzałam ostatni raz i chwyciłam torebkę by wyjść z domu. Za nim zrezygnuje całkowicie z tego wyjścia. Do którego i tak nie była do końca przekona. Bo to nie moje klimaty... Mad musiała zauważyć, że nie do końca jestem entuzjastyczna na to wyjście. Zbyłam jej, że po prostu jestem w szoku, że mnie zaprosił. Gdzie ja na takie imprezy? Cały czas w drodze zastanawiałam się czemu ja się zgodziłam by pójść na tą imprezę. Spojrzałam na Madeline gdy ta zaczęła tak koloryzować na temat tego całego chłopaka. Skrzywiłam się, bo już to widzę iż ja się dogadam z kimkolwiek z towarzystwa Mad. Nie od dzisiaj wiadomo, że nasze światy są całkowicie różne. Gdy parkowałam pod wskazany adres była w szok. Bo przed nami cała nowoczesna willa z basenem. Typowa w tych wszystkich filmach o wszystkich bogaczach.

- To ich dom? - spytałam się jej nie ukrywanym z dziwieniem. Oczywiście kojarzyłam, że znajomi Mad są bogaci. Nie wyobrażałam sobie, że mieszkają w takim domu. Na jak to Madeline po prostu nadzwyczajnie mnie wyśmiała.

- Tak mają trochę więcej kasy, ale luzik nie zachowują się jak nasza różowa barbie – oznajmiła i pociągnęła mnie do środka. Z każdy krokiem wątpiłam jej słowa. Że są w porządku. Zazwyczaj stroniłam od ludzi, którzy mają więcej pieniędzy niż my. Zresztą nie tylko od nich, jak od całej reszty. Jednak teraz tata powiedział, że tutaj zamieszkamy na stałe. I to był powód dla którego z kimkolwiek się zaprzyjaźniłam. Chwile później zostałam sama, bo Mad gdzieś zniknęła. Co jakiś czas ją widziałam i starałam się udawać, że dobrze się bawię. Nie chciałam by się o mnie martwiła. Tak minęło większość imprezy aż w końcu już nawet nie widziałam jej w tłumie bawiących się ludzi. Wyszłam na teraz za domem. Gdzie zobaczyłam niby wodospad. Ta jasne są normalnymi ludźmi i w cale nie lubią przepychu. Usiadłam na krętych schodach i odpisałam Perth:

" Jakoś idzie. Szkoda, że ciebie nie ma." 

Ponieważ napisała jak tam impreza. Na prawdę żałowałam, że ona i jej bracia nie zostali zaproszeń. Przynajmniej miałabym się do kogo odezwać. Eh... Pewnym momencie usłyszałam kroki nad sobą. Jakby ktoś schodził ze schodów. Spojrzałam i zobaczyłam tego jak mu tam było... chyba Mikael.

- Można się dosiądź? - skinęłam głową, że okej. Bo w końcu on tutaj był domem. Spojrzałam na mężczyznę. Musiał mieć oko trzydziestki, no może trochę mniej. I ja miałam się z nim dogadać - Nie za dobrze się bawisz.

- Jeśli ma być szczera. To w ogóle się na bawię. To... - wskazałam na drzwi od salonu przez, które nie dawno wyszłam. Przez które było widać bawiących się ludzi - Nie moje klimaty - dopowiedziałam prawie szeptem.

- Rozumiem... Ale cieszę się, że przyszłaś oraz jeśli ja mam być szczery w cale się nie różnisz od nich wszystkich - powiedział do mnie i się uśmiechnął.

- A ja nie rozumiem... Czemu mnie w ogóle zaprosiłeś? Przecież mnie nie znasz - powiedziałam do niego. Skoro już rozmawiamy wypadało się dowiedzieć czemu mnie zaprosił. W końcu jak mówiłam Perth, że mnie zaprosili. Na początku się pokłóciliśmy o to, bo uważała iż skoro się zgodziłam. W sumie sama nie wiem co ona myślała. Gdyż za chwilę mnie przeprosiła i powiedziała, że oni zapraszają tylko dwa typy ludzi jedni to z ich paczki, a drudzy to nadziane dzieciaki. Którzy wydają tylko pieniądze swoich rodziców.

- Proste jesteś siostrą Mad i uznałem, że może chcesz poznać przyjaciół siostry. Również Mad wiele o tobie opowiadała. Mówiła, że się martwi o ciebie... - powiedział Mikael. Spuściłam głowę, bo nie wiedziałam co mam myśleć na temat tego, że Madeline się o mnie martwi.

- Nie potrzebnie się martwi sama muszę sobie z tym poradzić. Zresztą nic by się nie stało gdyby nie uciekła na imprezę do was -  powiedziałam do niego. Byłam wściekła na Madeline. Po czułam się tak jakby nasłała na mnie jego by dowiedzieć się co mnie gryzie. A tak na prawdę nic by mi nie było gdyby nie ona i jej ucieczka na ostatnią imprezę. Zresztą mniejsza o to... Sama muszę się połapać w tym. Ciągle nie dawało mi spokoju ten chłopak który mnie uratował. Przecież ludzie tak nie znikają. Nie wiedziałam co miałam o tym wszystkim myśleć. Również nie chciałam rozmawiać z nikim o tym, a już zwłaszcza z chłopakiem, którego nawet nie znam. Odeszłam od niego bez słowa. Musiałam Mad powiedzieć, żeby więcej nigdy nikogo na mnie nie nasyłała. Bo nie powiem nikomu o tamtej nocy ani ojcu, jej, a już zwłaszcza innym ludziom. Nikt nie zrozumie. Nie mogłam jej nigdzie znaleźć. Dlatego też sięgnęłam telefon by do niej zadzwonić. Gdy nie odbierała. ,,Dość tego." Miałam już serdecznie wszystkiego dojść. Pragnęłam jak najszybciej wyjść z tego domu, z tej imprezy od tych ludzi. Wróć do bezpiecznego domu. Wyszłam przed dom.

- Nie gniewaj się na nią... Ona tylko po prostu szuka sposoby by do ciebie dojść. Jasne może nie najlepszą drogę wybrała, ale przecież... Gdyby się ciebie spytała byś jej nie powiedziała. Prawda? - powiedziała do mnie jakaś kobieta w dredach i czerwonej sukience. Do tego miała skórzana kurtkę i czarne botki.

- Oczywiście, że bym jej nie powiedziała, przecież zawsze będą ważniejsze będą imprezy i jej znajomi. Nie przemyje się tym, że my się o nią martwimy... Najlepiej uciec z domu na imprezę. A co tam niech się martwią! Mam to gdzieś! Niech sobie szukają mnie... - przerwałam za nim bym powiedziała za dużo. Zresztą tym samym momencie podjechała Mad na motorze z jakimś chłopakiem. No oczywiście... Przecież to było do przewidzenia. Martwi się? Ta jasne...

Madeline


Noelle



niedziela, 21 lutego 2016

Urodziny!!

Urodziny!!

       Hej wam dzisiaj nasz blog kończy roczek. Cóż wiem, że go trochę zaniedbaliśmy. No bo halo rok a na nim tylko 7 postów.... Tak wiem wstyd. Życzę wam i sobie aby na kolejne urodziny było o wiele więcej postów. Aby blog był na takim samym poziomie co teraz albo na jeszcze wyższym. By fabuła was równie mocno wciągało. Byśmy my miały weny, czasu by pisać posty... Wszystkiego Najlepszego!!



Te urodziny zarówno są nasze (bo nie przyrzucimy bloga po trzech postach) jak i wasze (bo widać waszą obecność). Gdy zobaczyłam iż dzisiaj nasz blog kończy rok. Od razu wiedziałam, że trzeba będzie coś z tym zrobić. W końcu wątpię by kończył osiemnaście lat... Nie chcemy by przypominał ,,Mode na sukces"" i was nudził. 

Dlatego dzisiaj wyszukałam na YouTube dwa filmy o Noelle i Madeline. Filmiki pokazuje je i ich charakter (nie jesteśmy autorami tych filmów znajdują się na YouTube)

Więc tak Film przestawiający Noelle



A teraz Madeline




Jak wam podobają się wyszukane filmy? Bo nam bardzo i sądzimy, że pasują do dziewczyn charakterami bo wizerunkiem tak (w końcu te same aktorki).

Rozdział 8 Pojawi się nie długo!! 

Więc oczekujcie na niego :*


środa, 17 lutego 2016

Rozdział 7

Rozdział 7

Część 1: Perspektywy Noelle



Zauważyłam, że Madeline po chwili również spojrzała na ramię i lekki ślad, który oznaczał się na mojej bladej skórze. Uśmiechnęłam się do niej.
- Daj spokój... Nie dość masz problemów, to nic – powiedziałam do niej. Zdawałam sobie sprawę o tym, że myśli teraz jak tylko dobrać się do tej całej tlenionej barbie. Przecież każdy wiedział, że blond to nie jej naturalny kolor. - Przecież obie wiemy, o tym, że jej zależało na tym aby cię sprowokować. Chyba się tak łatwo nie dasz tej tlenionej lalce. – dodałam po chwili i uniosłam brew do góry. Kiedy zobaczyłam lekki grymas uśmiechu na jej twarzy.
- Skoro mówisz, że chciała mnie sprowokować to przecież nie mogę jej zawieść. Zwłaszcza, że ją dzisiaj wystawiłam. To teraz nie da nam spokoju... Niech zobaczy z czym się wiąże prowokowanie mnie – powiedziała do mnie. Przypomniałam sobie, o tym co powiedziałam Amy po szkolę.
- Nie martw się tym rozmawiałam z nią po szkolę. Nie czuję do ciebie urazy że ją wystawiłaś – powiedziałam do Madeline. Nie zdradzałam za wiele z mojej rozmowy z Amy. Ponieważ wiedziałam, że Madeline nigdy w życiu mi nie uwierzy, że ,,groziłam'' komuś. Zauważyłam jak zdziwienie malowało się na jej twarzy i jak w wyraźnym znakiem zapytania uniosła brew. Jakby chciała powiedzieć ,,O czym ty w ogóle gadasz człowieku''. Gdy otwierała usta by coś powiedzieć usłyszałyśmy jak z dołu tata woła na kolacje. Uśmiechnęłam się bo czułam się uratowana od pocisków pytań jakie by popłynęły od mojej jakże przewidywalnej siostrzyczki.
- Chodź na kolację – powiedziałam wstając z miejsca. Madeline nie odpowiedziała ani nie ruszyła się z miejsca tylko patrzyła się na mnie. Ściągnęłam usta jakbym się nad czym zastanawiała. Po czym szybko się uśmiechnęłam.
- Wiesz już nie pamiętam kiedy ostatnio się ścigałyśmy kto pierwszy na dole. O ile dobrze pamiętam ostatnim razem cię pokonałam – powiedziałam do niej obojętnie. Po czym skierowałam się do drzwi.
- Jeśli wtedy wygrałaś to tylko dla tego, że ja ci dałam, zapamiętaj – powiedziała do mnie. Odwróciłam się do niej twarzą z wyrazem, który mówił ,,Ta jasne tak się tłumacz''.
- Udowodnij to... Kto pierwszy na dole? – powiedziałam do niej. Szczerze to nie pamiętam kto ostatnim razem wygrał. To było tak dawno temu i nie przykładałam do tego wagi. Jeszcze wtedy mama żyła.
- Sama się o to prosiłaś. Na trzy... - powiedziała do mnie moja siostra zrównując się ze mną. Po czym zaczęła liczyć - Raz... - po pierwszej liczbie dołączyłam się do odliczania z nią – Dwa... i Trzyy.. - na trzy obie ruszyliśmy pędem na dół. Na przemian sobie utrudniając bieg łapiąc się za bluzki, dłonie i tym podobnym. Zachowałyśmy się jak dzieci, czego już nie robiliśmy już dawno. Oczywiście na dole pierwsza była Madeline. Spojrzała na mnie swoją zwycięska miną, która mówiła ,,Ja wygrałam, a ty nie''. Usiadłyśmy do stołu gdzie czekały trzy talerze z kanapkami oraz z sokiem pomarańczowym.
- Tato, a Ciebie co naszło że zrobiłeś nam kolacje– powiedziałam. Tata nie odpowiedział nic na to tylko się uśmiechnął do mnie i wzruszył ramionami. Spojrzałam na kanapki, które składały się liścia sałaty, jakieś szynki, pomidora, jajka, cebuli i sera oraz majonezu… chyba. Nie wiem jeszcze nie spróbowałam. Ostrożnie wzięłam jedną kanapkę uważając by żadna z warstw nie spadła z powrotem na talerz. Ser był starty przez co było trudno było trzymać. Lecz kanapki wyglądały wyśmienicie. Ostrożnie ugryzłam spodziewając się, że zastanę jakąś skorupkę. Byłam zaskoczona, że zrobił nam kolację, i że w ogóle umie ją robić. Gdy brałam drugą kanapkę zauważyłam jak Madeline wyciąga telefon z kieszeń.
- Madeline znasz zasady. Nie używamy telefonów przy posiłkach – powiedział do niej. Ona pokazała gestem dłoń, że chwileczkę. Po czym pokazała mi SMS’a. Nadawcą jego był jakiś Michael:
Cześć mała. Wiem że dopiero się widzieliśmy, ale chciałem zaprosić ciebie i twoja SIS na imprę tematyczną, bo w niedziele Peter jedzie na obóz a bez pożegnania się nie obejdzie. :) Daj znać czy da się coś załatwić.
Spojrzałam na moją siostrę jak na osobę niespełna rozumu. Ja i impreza... Oraz byłam zaskoczona, że ona pokazuję mi swojego sms’a. Ojciec w życiu jej nie puść na imprezę. Zwłaszcza, że już raz się wymknęła z domu oraz uciekła na cały dzień. Jednak jedyne co zobaczyłam, to jej proszący wyraz. Na pierwszy rzut oka widać było, że jej bardzo zależy aby iść tam. Chce abym to ja przekonała tatę, aby puścił nas na tę imprezę. Skinęłam głową, że zgoda. Bo wątpiłam aby inaczej dała mi spokój.
- Skoro już pokazałaś siostrze SMS możesz odłożyć telefon – powiedział ojciec do Madeline byłam pod wrażeniem, że tak długo czekał. Madeline schowała go do kieszeń. Lecz cały czas zerkała na mnie abym powiedziała tacie o imprezie. Jednak wolałam od razu nie mówić. Pomogliśmy sprzątnąć po kolacji. Ojciec położył się wcześniej, bo jak twierdził był strasznie zmęczony dzisiejszym dniem. Kiedy ja i Madeline myłyśmy naczynia.
- Kiedy spytasz się taty? – spytała się mnie Madeline. Spojrzałam na nią. Wycierała właśnie ostatni talerz z kolacji.
- Jutro. Jeśli bym się spytała dzisiaj na pewno by się nie zgodził. A później by się zaparł i nic byśmy nie osiągnęły – powiedziałam do niej. Choć by się wyparła tego to jednak uparta i dumna jest za ojcem. Jest wybuchową mieszanką rodziców. - Idę do pokoju poczytać trochę oraz skończyć wypakowanie się. Skoro już mowa o wypakowaniu się, kiedy się pakujesz na obóz. Pomóc ci zmieść wszystkie twoje ubrania w walizce? – powiedziałam do niej.
- Jutro rano się spakuję. Też idę do pokoju i za przykładem staruszka i pójdę w kimono – powiedziała do mnie. Uśmiechnęłam się do niej i poszłam do pokoju. Pierwsze za co się zabrałam to rozpakowałam się do końca. Po czym wzięłam książkę ,,Szafir''. Opowiada ona o dziewczynie, która jest czarodziejką. Na razie tyle wiem, bo nie skończyłam jeszcze czytać. Położyłam się na łóżku...
Nawet nie wiem kiedy, ale zasnęłam przy książce. Dobrze chociaż, że książka się nie zniszczyła przynajmniej tyle. Odnalazłam stronę, na której skończyłam czytać. Poszłam pod prysznic. Później podeszłam do szafy wybrałam żółtą koszulkę z jakimiś napisami, do tego jeansowy kombinezon. Na koniec ubrałam kalosze. Przecież dzisiaj miałam pracować w ogrodzie. Zeszłam na dół. Madeline jeszcze nie było. W kuchni zastałam tylko tatę przy kawie i gazecie.
- Cześć – powiedziałam do niego. Zastanawiając się jak powiedzieć mu o imprezie. Widziałam, ze Mad zależy aby na nią pójść. Choć nie wiem czemu ten cały Michael również mnie zaprosił. Jak nawet mnie nie zna. Tata spojrzał na mnie, gdy zobaczył jak jestem ubrana uniósł brew.
- Cześć. Co dzisiaj zamierzasz robić? - spytał się ostrożnie dobierając słowa. Uśmiechnęłam się do niego i zaśmiałam się pod nosem.
- Och zamierzam zrobić porządek w ogrodzie. W końcu kiedyś był taki ładny. Na zdjęciach widać jego piękno. Chce je przywrócić abyśmy mieli miejsce gdzie będziemy mogli posiedzieć. No i być może wieczorem wybrać się z Madeline na imprezę skoro już jutro jedzie na ten cały obóz – powiedziałam szykując sobie śniadanie. Ojciec akurat pił kawę jak tylko wspomniałam o imprezie. Zaczął się krztusić.
- Że na co się wybrać! - zaczął krzyczeć już chciałam powtórzyć jednak on od razu krzyczał dalej – W żadnym wypadku! Madeline ma karę nie pójdzie na żadną imprezę! - prowadził swój wywód dalej. Będzie to trudniejsze niż przypuszczałam na początku… Chwila od początku wiedziałam, że będzie trudno.
- Tato pójdziemy tam razem. JA i Madeline będziemy razem. Przecież mnie znasz nic się nie stanie. Chyba, że wolisz znosić dwie nadąsane nastolatki? - powiedziałam do niego, a widząc, że jego mina się zmienia. - Skoro ufasz mi na tyle, aby zostawiać mnie samą na tydzień lub nawet dłużej, a nie ufasz mi aby puścić na imprezę. Zwłaszcza, że nie często cię o to proszę – dodałam po chwili. Wiedziałam, że wyciągnęłam największe działo. Jednak chciałam aby pozwolił iść na tą imprezę dla Madeline. Z drugiej strony miałam w tym egoistyczne pobudki. Usiadłam z śniadaniem przy stolę naprzeciwko niego. Czekając na jego odpowiedź jadłam powoli robiąc minę męczennicy. Wiedziałam, że nie długo się zgodzi. Nigdy nie umiał odmawiać kiedy robiłam tę minę.
- Już dobrze... tylko się uśmiechnij – powiedział do mnie uśmiechnęłam się do niego bardzo mocną.
- Dziękuję – powiedziałam do niego w tym samym czasie do kuchni weszła Mad.
- Masz ogromny dług wobec siostry i mnie. Jeśli o mnie chodzi to wystarczy jak spełnisz swoją obietnicę – powiedział ojciec do Mad i wyszedł z kuchni, bo jego telefon dzwonił. Zauważyłam, że na wyświetlaczu znowu się pojawiło imię Aaron. Zawsze jak on dzwonił ojciec wychodził tak byśmy my nie mogły usłyszeć rozmowy. Jednak tym razem nie miałam chęć przejmować się tajemniczymi telefonami mojego taty.
- Możesz odpisać swojemu koledze, że przyjedziemy – powiedziałam do niej. Miałam nadzieję, że ten wypad nie okaże się totalną porażką i nie będę marudzić Mad abyśmy wyszły już po godzinie. Najwyżej, aby nie psuć jej ostatniego wypadu przed obozem zaszyję się gdzieś w cichym miejscu.
- Panienko Noelle już jestem – powiedziała Morgana wchodząc, miała własne klucze, aby mogła wchodzić. Dziwne, że nie słyszałam jak otwiera drzwi. Chyba, że tata znowu zapomniał ich zamknąć.
- Chcesz pracować z nami w ogrodzie? - Mad zaśmiała się po tych słowach po czym spojrzała na mnie i zaraz przestała się śmiać.
- Ty tak na serio...?? - spytała się mnie. Nic nie mówiłam tylko skinęłam głową. - Sorry ja i praca nie przepadamy za sobą – powiedziała w miarę normalnie jak na nią.
- Jak tam chcesz –odpowiedziałam jej wychodząc z kuchni. Morgana trzymała wielki karton, który w przedpokoju wzięłam od niej i położyłam na podłodze.
- Mam jeszcze kilka kartonów w przyczepie. Zanieś go do ogórka, a później pomożesz mi zanieś inne i możemy zająć się pracą.
- Dobrze to zaraz przyjdę ci pomóc – powiedziałam do niej znowu podnosząc z ziemi karton. Co ona tam włożyła? Eh... Myślałam, że pracę w ogrodzie są lekkie. Zwłaszcza jak trzeba przywróć blask ogrodowi, a nie tworzyć od nowa. Zaniosłam ten karton do ogórka, po czym poszłam po kolejny już bramką do ogrodu. Morgana właśnie zamykała klapę od przyczepy.
- Na razie mam kilka sadzonek kwiatów i narzędzie. Później zobaczymy co jeszcze trzeba – powiedziała do mnie.
- WOW naprawdę dziękuję – powiedziałam do niej i wzięłam ostatnie pudło bo były tylko trzy, a ona trzymała drugi. Poszłyśmy do ogródka i położyłyśmy kartony obok pierwszego. Podeszłyśmy do altany o której istnieniu nawet nie wiedziałam, bo nie było jej widać. Na stole rozłożyłyśmy plan ogrodu. Wyraźne było kilka sektorów. Postanowiłyśmy zacząć od sektora z miejscem na ognisko i trawnikiem, a później porządki na miejscu do uprawy ziół i warzyw. Na koniec drzewa i oczko oraz ich okolice. Nie wiem ile nam to zajęło, ponieważ tak pochłonęła nas praca, wiem że później przyszły dzieci pani Morgany nam pomóc. Gdy zajmowałam się już sadzeniem sadzonek krzewów oraz kwiatów. Do ogródka weszła Mad.
- Kończycie już, bo już dawno po obiedzie i zbliża się wieczór a chyba nie zamierzasz iść tak na imprezę – powiedziała i skrzyżowała dłonie na piersi rozglądając się po ogrodzie.
- Tak już końcówka tylko posadzimy sadzonki, jakbyś pomogła to by szybciej zrobiły. W końcu też będziesz korzystać z tego ogrodu – powiedziałam do niej ona popatrzyła chwilę na mnie, bo czułam jej spojrzenie na sobie.
- Dobra... Co mam zrobić? - spojrzałam na nią zaskoczona jak tylko zgodziła się pomóc. Nie wierzyłam, że się zgodzi.
- Tam w baniaku dzieci pani Morgany uszykowały faunę naszego oczka możesz ją wpuścić do oczka. Nie bój się ryby nie brudzą – powiedziałam do niej wskazując na baniaki. Wiem, że było tam kilka gatunków rybek oraz skrzek żab jakiegoś gatunku, którego nazwy w życiu bym nie zapamiętała.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz…- dodała Mad ze skrzywioną miną, ale poszła w stronę naszego oczka gdzie czekał na nią najstarszy syn Morgany, który znał się na tym i wiedział co i jak. Wróciłam do sadzenia sadzonek. Gdy już skończyłam zauważyłam, że Madeline również zbliża się do końca.
- Okej idę się szykować. –powiedziałam do siostry.
- My też już kończymy. – usłyszałam z jej strony, ale nie była jakoś zainteresowana mną, tylko chłopakiem z którym pracowała.
- Idę pod prysznic. O której mamy być?


Część 2: Perspektywa Madeline



Po chwili również spojrzałam na ramię Noelle, gdzie miała lekki ślad co oznaczało ładnego śiniaka. Widziałam jak Noe próbuje się do mnie uśmiechnąć, ale to i tak nie złagodzi myśli mordu na Amy. Ta jednak chyba za dobrze mnie zna, bo od razu się odezwała próbując mnie uspokajać.
- Daj spokój... Nie dość masz problemów, to nic – powiedziała do mnie, ale i tak myślałam tylko nad tym jak się zemścić, bo teraz nie da nam spokoju bo ją wystawiłam, chociaż z chęcią obiłabym jej tą tapetowaną buziulkę- Przecież obie wiemy, o tym, że jej zależało na tym aby cię sprowokować. Chyba się tak łatwo nie dasz tej tlenionej lalce. – dodała po chwili wyrywając mnie z zamyślenia, ale jednak nie mogłam powstrzymać lekkiego grymasu uśmiechu na mojej twarzy, który na pewno zauważyła.
- Skoro mówisz, że chciała mnie sprowokować to przecież nie mogę jej zawieść. Zwłaszcza, że ją dzisiaj wystawiłam. To teraz nie da nam spokoju... Niech zobaczy z czym się wiąże prowokowanie mnie – powiedziałam do niej z lekkim jadem w głosie.
- Nie martw się tym rozmawiałam z nią po szkolę. Nie czuję do ciebie urazy że ją wystawiłaś – powiedziała, ale nie zdradziła mi nic więcej. Patrzyłam na nią jak na idiotkę. Uniosłam brew i już chciałam zadać jej pytanie o co jej chodzi, ale uratował ją nasz tata.
- Chodź na kolację – powiedziała wstając z miejsca. Nic nie odpowiedziałam i nadal zastanawiałam się o co chodzi Noelle, która ściągnęła usta jakby się nad czym zastanawiała po czym szybko się uśmiechnęła.
- Wiesz już nie pamiętam kiedy ostatnio się ścigałyśmy kto pierwszy na dole. O ile dobrze pamiętam ostatnim razem cię pokonałam – powiedziała do mnie obojętnym tonem co oznaczało po prostu zejście na łagodniejszy temat. Po czym skierowała się do drzwi.
- Jeśli wtedy wygrałaś to tylko dla tego, że ja ci dałam, zapamiętaj – powiedziałam do niej nie chcąc ciągnąć jej za język, bo i tak bym się nic nie dowiedziała. Odwróciła się do mnie twarzą z wyrazem, który mówił ,,Ta jasne tak się tłumacz''.
- Udowodnij to... Kto pierwszy na dole? – powiedziała do mnie. - Sama się o to prosiłaś. Na trzy... - powiedziałam do siostry zrównując się z nią. Po czym zaczęła liczyć - Raz... - po pierwszej liczbie dołączyła się do odliczania – Dwa... i Trzyy.. - na trzy obie ruszyłyśmy pędem na dół. Z boku wyglądało to na pewno bardzo komicznie, bo sobie nawzajem przeszkadzałyśmy. Zachowałyśmy się jak dzieci, czego już nie robiłyśmy już dawno. Oczywiście na dole pierwsza byłam ja. Spojrzałam na Noelle zwycięska miną. Usiadłyśmy do stołu gdzie czekały trzy talerze z kanapkami oraz z sokiem pomarańczowym.
- Tato, a Ciebie co naszło że zrobiłeś nam kolacje– powiedziała, a tata nie odpowiedział nic na to tylko się uśmiechnął i wzruszył ramionami. Nie miałam ochoty na jedzenie, a zwłaszcza piętrowych kanapek, ale nie chciałam zrobić przykrości ojcu. Chociaż niech się nacieszy że umie gotować. Gdy nalewałam sobie jeszcze soku poczułam wibracje w kieszeni. Wyciągnęłam telefon pod stołem tak żeby ojciec nie zauważył i przeczytałam sms’a.
Cześć mała. Wiem że dopiero się widzieliśmy, ale chciałem zaprosić ciebie i twoja SIS na imprę tematyczną, bo w niedziele Peter jedzie na obóz a bez pożegnania się nie obejdzie. :) Daj znać czy da się coś załatwić.
- Madeline znasz zasady. Nie używamy telefonów przy posiłkach – powiedział do mnie opiekun który i tak zauważył białą obudowę mojej komórki. Pokazałam gestem ręki że ma się odwalić na moment i pokazałam wiadomość Noelle, bo miałam nadzieję że namówi na imprezę ojca. Ta spojrzała na mnie jak na idiotkę, ale po chwili skinęła głową na znak zgody.
- Skoro już pokazałaś siostrze SMS możesz odłożyć telefon – powiedział ojciec, a ja schowała go do kieszeń. Cały czas zerkałam na nią aby powiedziała tacie o imprezie. Jednak wolałam od razu nie mówić.
- Kiedy spytasz się taty? – spytałam się Noelle sprzątając po kolacji. Spojrzała na mnie.
- Jutro. Jeśli bym się spytała dzisiaj na pewno by się nie zgodził. A później by się zaparł i nic byśmy nie osiągnęły – powiedziała. - Idę do pokoju poczytać trochę oraz skończyć wypakowanie się. Skoro już mowa o wypakowaniu się, kiedy się pakujesz na obóz. Pomóc ci zmieść wszystkie twoje ubrania w walizce? – dodała i poszła do siebie.
- Jutro rano się spakuję. Też idę do pokoju i za przykładem staruszka i pójdę w kimono – powiedziałam do niej na odchodne. Uśmiechnęła się i zniknęła. Ja udałam się powoli do siebie i zaczęłam przeglądać neta. Nudziło mi się więc trochę popisałam z Joshuą, ale po godzinie skończyliśmy. Przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Już dawno mnie w nim nie było, więc bardzo szybko zasnęłam. Rano obudziły mnie jakieś krzyki dobiegające z kuchni. Ubrałam się w dżinsy, czarny top, błękitną bluzę i czarne sneakersy. Włosy przeczesałam i zeszłam do kuchni.
- Masz ogromny dług wobec siostry i mnie. Jeśli o mnie chodzi to wystarczy jak spełnisz swoją obietnicę – powiedział do mnie tato i wyszedł z kuchni, bo zadzwonił telefon, a na wyświetlaczu było jak zwykle „Aaron”.
- Możesz odpisać swojemu koledze, że przyjedziemy – powiedziała moja siostra, a ja lekko się uśmiechnęłam. Zjadłam śniadanie, a do Noelle przyszła Morgana.
- Chcesz pracować z nami w ogrodzie? – Usłyszałam pytanie i zaczęłam się śmiać, ale po chwili spojrzałam w stronę z której padło pytanie.
- Ty tak na serio...?? - spytałam się szarej myszki. Nic nie mówiła tylko skinęła głową. - Sorry ja i praca nie przepadamy za sobą – powiedziałam w miarę normalnie.
- Jak tam chcesz –odpowiedziała mi wychodząc z kuchni. Skończyłam posiłek w samotności i poszłam do siebie. Musiałam się spakować na ten rąbany obóz, ale może nie będzie aż tak źle. No z resztą zobaczymy. Po około 3 godzinach mój bagaż był pełny. Zeszłam do ogródka po Noelle, bo przez nią się spóźnimy.
- Kończycie już, bo już dawno po obiedzie i zbliża się wieczór a chyba nie zamierzasz iść tak na imprezę – powiedziałam i skrzyżowałam dłonie na piersi rozglądając się po ogrodzie.
- Tak już końcówka tylko posadzimy sadzonki, jakbyś pomogła to by szybciej zrobiły. W końcu też będziesz korzystać z tego ogrodu – powiedziała do mnie Noelle. Spojrzałam na nią, ale ta nawet nie odwróciła głowy. Chyba się bała że ją zabije spojrzeniem.
- Dobra... Co mam zrobić? – powiedziałam od niechcenia, a ta spojrzała na mnie zaskoczona. Chyba nie wierzyła, że to powiem. Haha… ma za swoje. Jak tak można nie wierzyć we własną siostrę.
- Tam w baniaku dzieci pani Morgany uszykowały faunę naszego oczka możesz ją wpuścić. Nie bój się ryby nie brudzą – powiedziała do mnie wskazując na baniaki.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz…- dodałam ze skrzywioną miną, ale poszłam w stronę naszego oczka gdzie czekał na mnie najstarszy syn Morgany, który nie powiem był nawet przystojny.
- I co mam niby robić? – zapytałam chłopaka, który spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął.
- Najpierw trzeba złapać ryby a potem je wpuścić do oczka. Resztę trzeba dopiero później, gdy wypompujemy trochę wody z beczek - powiedział i podał mi jedną rybę, a ja ją szybko włożyłam do zbiornika wodnego. Po paru długich minutach usłyszałam Noelle.
- Okej idę się szykować.
- My też już kończymy. – powiedziałam, ale nie byłam jakoś zainteresowana tym co ona robi, tylko synem Morgany.
- Idę pod prysznic. O której mamy być?- zapytała mnie odrywając od młodzieńca. Zerknęłam na nią.



wtorek, 22 grudnia 2015

Informacja: List

Szanowni Czytelnicy

        Na czacie napisałam że pojawi się dzisiaj krótka notka. O to ona... Pewnie zauważyliście, że od dłuższego czasu nic się nie pojawiło. Choć minęło osiem miesięcy i nie pojawił się nowy post to nie znaczy, że ja lub Madzia zapomniałyśmy o tym. Cóż jak wam to powiedzieć nie będę składać obietnic, że jutro czy pojutrze coś się pojawi. Ponieważ nie lubię składać obietnic bez pokrycia. Zwłaszcza, że wiem iż od czasu zakładania tego bloga zmieniło się wiele w naszych życiach. Obie miałyśmy prawdziwe zawirowania, które nam uniemożliwiły pisanie postów. Oczywiście mogę mówić swoim imieniu. Więc powiem szczerze, że za dużo wzięłam na siebie: staż, kurs języka aby poprawić język oraz jeszcze wiele innych problemów z byłą przyjaciółką. Prócz tego chciałam jeszcze utrzymywać kontakty z ludźmi którzy są moją inspiracją do postać. Fabularnym Davidem, Damonem czy innym. Tak więc z całego serca przepraszam was za to, że nic nie było dodawane i mam szczerą nadzieję, że tym nowym wyglądem przekupiłam was byście nas nie zlinczowali.

Z pozdrowieniami Natii...

środa, 29 kwietnia 2015

Rozdział 6 Perspektywa Madeleine

Rozdział 6

Perspektywa Madeleine


Urwałam się z lekcji i razem z Peterem i Stevem pojechaliśmy na miasto. Postanowiliśmy się powłóczyć po jedynym Centrum Handlowym w naszej miejscowość. Weszłam do jednego butiku. Gdzie kupiłam sobie nową bransoletkę z kawałkami kolorowego szkła. Chodząc tak po galerii zastanawiałam się co się dzieję z moją siostrą. Musiałam wyglądać jak zombie.
- Mad? - powiedział Peter machając mi przed oczami dłonią - Co się z Tobą dzieje? Jesteś jakaś nieobecna - powiedział łapiąc mnie za dłoń.
- Nie nic... - westchnęłam - Przepraszam - oznajmiłam, a ten tylko mnie przytulił.
- Nie umiesz kłamać - szepnął mi do ucha - Jedziemy do Mickael'a, Steve chodź - dodał po chwili. Spojrzałam na farbowanego, który właśnie zapatrzył się na jakieś glany z ćwiekami. A mówią, że to dziewczyny mają fioła na punkcie butów.
W mieszkaniu został pokazany mi ,,mój'' pokój, czyli ten w którym mam spać. Rozejrzałam się po nim zwyczajny pokój nic w nim nad zwyczajnego. Szafa, biurko, kilka obrazków i oczywiście jednoosobowe łóżko. Podeszłam do niego. Zdziwiłam się widząc koszulkę Petera z nadrukiem ,,RES HOT CHILI PEPPERS" i jego spodenki od w-fu. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w moją nową piżamę. Włosy miałam wilgotne ale nie kapała już z nich woda. Zeszłam tak na dół do salonu gdzie kanapę oblegali chłopcy. Przysiadłam się do nich, a Ci uśmiechnęli się. 
- Za jakieś 10 minut powinna dojechać kolacja. Nie wiedzieliśmy jaką pizze lubisz więc wzięliśmy tą co zwykle - mówił Steve. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy o Noelle i jej zachowaniu. W pewnym momencie było można usłyszeć dzwonek do drzwi. Mickael poszedł otworzyć, a Steve zrobić nam herbatę. Zostałam sama z Peterem.
- Ładna Ci w moich ciuchach. Chyba Ci je wszystkie oddam - stwierdził z uśmiechem i pocałował mnie w polik. Odwróciłam głowę w jego stronę, a ten musnął moje wargi swoimi. Odepchnęłam go i wstałam z sofy.
- Ja prze....przepraszam, nie wiem co mnie napadło - mówił dość szybko. Próbował mnie dotknąć ale się odsunęłam go od siebie.
- Nic się nie stało. Po prostu ja nie mogę teraz. Nie gdy mam problemy - oznajmiłam podchodząc i przytulając go lekko. W tym samym czasie przyszli pozostali i na tym nasza rozmowa się skończyła. Mickael położył pizze na ławie, a Steven koło niej postawił herbatę. Po zjedzeniu pizzy udałam się do pokoju, w którym miałam spać.


***


Rano wstałam i ubrałam się we wczorajsze ubranie. Włosy związałam w warkocza, kiedy zeszłam do salonu zobaczyłam Alexis z kosmetyczką, która mi wręczyła.
- Bez makijażu? Tak nie można! - powiedziała się śmiejąc. Pokiwałam głowa i wzięłam od niej kosmetyczkę, poszłam zrobić lekką ,,tapetę". Gdy byłam gotowa wyszłam z łazienki. Wraz z Alexis wyszłam przed dom. Gdzie czekał już Peter i Seven.
W szkole byliśmy dość wcześnie i nie wiedziała nigdzie jeszcze Noelle. Pierwszą lekcją jaką miałam był w-f. Na szczęście Alexis przyniosła mi strój do ćwiczeń. Bo musiałabym grzać ławkę. Poszłam z nią do szatni gdzie natknęłam się na Amy.
- O nasza NOWA przyszła poćwiczyć. - odezwała się tą swoją imitacją jadu. 
- Morda wiedźmo, bo z w-fu cała nie wyjdziesz - odgryzłam się jej, gdy się przebierałam. Barbie poszła na salę ze swoją przyboczną. Ka spojrzałam na moją przyjaciółkę. 
- Ciekawe w co będziemy grać dzisiaj - odezwała się zamyślona. Uśmiechnęłam się do niej i lekko szturchnęłam ją w ramię, po czym poszłyśmy na salę.
Po chwili do pomieszczenia weszła moja siostra. Rozejrzała się po sali po czym zatrzymała się spojrzeniem na mnie. Chyba miała ochotę do mnie podejść, ale jej przyjaciółka ją pociągnęła za rękę do nauczyciela.
- Dzisiaj się spotykamy? - spytała się Alexis mnie. Spojrzałam na nią zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Wiesz przecież, że dzisiaj jadę do domu. Nie mogę, nie chce by staruszek zszedł na zawał - odpowiedziałam szczerze. Usłyszeliśmy, że będziemy grać w koszykówkę. Na szczęście byłam w przeciwnej drużynie niż Noelle, ale byłam razem z Barbie. Oczywiście wygraliśmy, ale to była nierówna gra. Szliśmy pod prysznic, gdy usłyszałam rechot żaby, a dokładnie głos Amy.
- Przepuście mnie łamagi - podeszłam bliżej i zauważyłam, że ,,królowa" przewróciła się zaczęła obwiniać za to moją moją Noelle. O nie na to nie pozwolę!! Od mojej siostry wara!!
- Myślisz, że to było zabawne? Jesteś tak samo głupia jak twoja siostra, że ze mną zaczynasz - tymi słowami naraziła mi się jeszcze bardziej. Przyjaciółka Noelle coś powiedziała, ale Amy jej nie słuchała. Podeszłam do nich, a Alexis stanęła koło mnie.
- Zostaw ją! - powiedziałam dość głośno.
- O proszę siostrzyczka przyszła ci na ratunek - te słowa były skierowane do mojej siostry.
- Głucha jesteś? Powiedziałam, że masz ją zostawić -  kładłam nacisk na każde słowo, aby doszło do tego jej pustego łba. Nie obrażając blondynek ale ona jest typową głupią blondynką z tych wszystkich żartów. Pewnie brano je z jej życia.
- A jeśli nie? W końcu nie dokończyliśmy naszej zabawy z imprezy. Może dokończymy teraz? Czy tchórzysz? - mówiła przez zęby. Bardziej to brzmiało seplenienie dziecka, niż rzucanie wyzywania. Uśmiechnęłam się gdyż wiedziałam, że ta blond czupryna nie ma ze mną żadnych szans.
- Nigdy nie tchórze. Zostaw ją i ... spotkajmy się po szkole. Na boisku od footballu amerykańskiego? - powiedziałam z uśmiechem i pewnością siebie, a ta tylko kiwnęła głową.
- Jeśli się nie zjawisz upokorze was - pokazała na naszą czwórkę w tym mnie, Noelle co było do przewidzenia jak również na przyjaciółkę moją i Noelle. Odwróciłam się i odeszła ze swoją świtą, a ja spojrzałam na moją przyjaciółkę i oddaliłyśmy się kawałek od dziewczyn. Usłyszałam głos mojej siostry.
- Madeleine zaczekaj - zatrzymałam się i spojrzałam się na nią. Odczytałam to chyba typu ,,Czego ta kobieta ode mnie chce" - O co tutaj chodzi? Chyba nie zamierzasz się z nią spotkać - słyszałam w jej głosie, że tego nie chce.
- Nie twoja sprawa. Zostaw mnie w spokoju i trzymaj się z dala od kłopotów - odeszłam po oznajmieniu jej tego. Poszłam wraz z Alexis do chłopaków i powiedziałam im o tej akcji.
- WOW. Szacunek dla Ciebie mała. I tak w ogóle to policja wypytuje o nas z tego co wiemy - mówił Steve. Peter zaproponował mi papierosa, a ja nie odmówiłam. Usłyszałam dzwonek, na lekcje ale nic sobie z tego nie zrobiliśmy. Spokojnie wypaliśmy po papierosie dopiero później każdy udał się na swoją lekcję. Było 10 minut po dzwonku, gdy weszłam do sali. Gdy tylko drzwi za mną się zamknęły moja belferka nie pożałowała mi swojego komentarza.
- No proszę panienka raczyła nas zaszczycić swoją obecnością. Powinnaś brać przykład z siostry.
- Taa... Zastanowię się nad tym... albo nie.
Lekcja ciągnęła mi się niemiłosiernie. Dyrektorka weszła z policją do klasy.
- Przepraszam, że przeszkadzamy pani w lekcji. Jednak musimy zabrać panienkę Madeleine Lively. Panowie mają do niej kilka pytań - oznajmiła dyra, a ja się spakowałam bez najmniejszej minki twarzy.
- Madeleine pójdziesz z panią dyrektor - oznajmiła wykładowczyni, ale jej nie słuchałam. Wyszłam z klasy z dyrektorką i policjantami. Okazało się, że prócz mnie dyra zagarnęła Petera, Stevena i Alexis. Gdy przechodziliśmy koło sekretariatu podbiegła do mnie siostra.
- Przepraszam chciałam dać Mad tylko tą torbę z ubraniami - oznajmiła wręczając mi torbę. Wzięłam od niej pakunek i uśmiechnęłam się do niej.
- Dobrze wracaj już na lekcję - powiedziała do niej dyrektorka. Noelle raz jeszcze spojrzała na mnie. Po czym odwróciła się i zniknęła. Weszliśmy do sekretariatu. Musieliśmy czekać aż nasi opiekunowie się pojawią. Gdy tylko zaczęliśmy gadać. Policjanci zakazywali nam tego. Gdy wszedł mój ojciec przez drzwi, co mi zbytnio się nie podobało. Później pojawił się Mickael, mama Alexis i ojciec Petera. Wyszliśmy wszyscy ze szkoły. Po drodze raz jeszcze widziałem moją siostrą. Zamieniła ona trochę zdań z ojcem. Po czym nasza czwórka wsiadła do radiowozu, a opiekunowie zabrali się swoimi autami za nami. Na komisariacie.
- Proszę do pokoju przesłuchań. Razem z tatą - powiedział do mnie. Każdy z nas zdał zabrań do innego pokoju. Weszłam i usiadłam z założonymi rękami.
- Co żeś znowu odwaliła? - spytał po cichu mój opiekun.
- Nie pamiętam
Po paru minutach mundurowi zadawali mi pytania. Grzecznie jak na mnie odpowiadałam na wszystko, ale mój tatuś się wpierdzielał.
- Można pana na moment poprosić? - spytał jeden z przesłuchujących. Kiedy wychodzili wstałam i dotknęłam policjanta przy okazji zabierając mu kajdanki. Schowałam je do kieszeni bluzy. Po około dwóch godzinach wypuścili nas, więc poszłam do łazienki i się przebrałam. Wyszłam w ubraniu przygotowanym mi przez Noelle. Swoje wcześniej schowałam do torby. Po czym wyszłam z ojcem komisariatu do jego samochodu. Ojciec przez całą drogę prawił mi morały. Jednym uchem słuchałam, drugim wpuszczałam. Kiedy dojechaliśmy do domu chciałam iść do siebie, ale kiedy dowiedziałam się o tym obozie stwierdziłam, że pójdę do Noelle i przeproszę ją za to co robiłam. Może to pozwoli mi dotrzeć do tego co się z nią dzieję. Zajrzałam do jej pokoju, gdy na mnie zerknęła uśmiechnęłam się i weszłam głębiej do pomieszczenia.
- Co czytasz? - spytałam mniej w rogo niż w szkole. Zamknęłam drzwi i podeszłam do wersalki. Uśmiechnęłam się do mnie, a ja spojrzałam w dół. Nie kojarzyłam tej książki ze szkoły.
- Nic - odpowiedziałam, a ja podeszłam i przeczytałam tytuł. Nie mogłam się powstrzymać od cichego zaśmiania się. 
- Skąd masz tą książkę? Przecież to stek bzdur... I jak ty możesz to czytać? - spytałam i usłyszałam głuchą ciszę. Którą przerwała  Noelle gdy zaczęła czytać...

Witches multiplicatur potestas,

Super summitatem, urbis

Et venies hic, et exaudi nos

Dicens: Veni, et sede in tempus

             Zaczęłam czytać łacinę, a że ja lubię ten język dołączyłam do niej. Kiedy skończyłyśmy czytać zaśmiałam się.

- No i co czujesz jakby do ciebie wróciła moc, której nigdy nie miałaś? - spytałam si z torby wyciągnęłam ulubioną czekoladę Noelle. - Słuchaj, bo ja... chciałam cię... No wiesz? Okej pamiętasz ten dzień, kiedy cię przeprosiłam - spojrzałam na nią. Ta tylko się na mnie patrzyła. Zrezygnowana ciągnęłam swoją wypowiedź  - No weź... Byś pomogła siostrze... Ja... przepraszam - uśmiechnęła się do mnie jak tylko udało mi wypowiedzieć ostatnie słowo i przytuliła mnie. Zrobiłam to co ona, ale szybko się odsunęłam - Nie za dużo tych czułość? - zapytałam się, a ta zaczęła się śmiać.

- Ja też cię przepraszam... Byłam ostatnio nie znośna i za to przepraszam - odezwała się do mnie i spojrzała na swoje ramię. Zerknęłam w to samo miejsce i zobaczyłam czerwony ślad. No tak, Amy... Zastawiłam czekoladę na łóżku. Nie wiedziałam co odpowiedzieć w tym miejscu. Zrobiło się tak lekko niezręcznie. Bo zaczęłam rozmyślać tysiące, jak nie milion sposobów jak nie odegrać się na tej wiedźmie.

Bransoletka z kawałkami kolorowego szkła


Ta bransoletka pochodzi z strony: http://pracowniamaliny.blox.pl/